Zaczęło się od tego, że w lipcu ubiegłego roku w Sejmie posłom i posłankom puściły nerwy. To wtedy, 19 lipca 2017 roku, Jarosław Kaczyński wypowiedział słynne już słowa o „mordach zdradzieckich”. Moją uwagę zwrócił jednak fakt, że podczas tego posiedzenia doszło również do fizycznego starcia parlamentarzystów, gdzie zarówno członkowie PO, jak i PiS naruszali nietykalność cielesną swoich politycznych przeciwników.
I tak poseł Tarczyński z Prawa i Sprawiedliwości zaatakował jedną z posłanek PO, Kingę Gajewską – gdy ta filmowała telefonem ławy z posłami PiSu, Tarczyński podszedł i próbował wyszarpnąć jej aparat z dłoni:
Po chwili na zajście równie krewko, a nawet gorzej, zareagował jeden z posłów PO, który rzucił się na Tarczyńskiego, popychając go:
Rzecz jasna to naganne zachowanie emocji nie ostudziło, i po chwili posłanka Gajewska została zaatakowana ponownie, tym razem przez posłankę PiSu:
Pełne wideo z tych wydarzeń znajdziecie choćby na stronie TVN24 (TUTAJ), podpisane jako „Pierwszy raz w Sejmie doszło do napaści fizycznej na posła”.
Skąd jednak w tym KRRiT, które z dyscyplinowaniem posłów nie ma nic wspólnego? Otóż tego samego dnia, gdy materiał wideo widziałem w „Faktach” na antenie TVN, gdzie zaprezentowano rękoczyny obu stron, kierowany ciekawością obejrzałem również „Wiadomości” TVP.
W wydaniu „Wiadomości” z 20 lipca 2017 roku wprawdzie sporo miejsca poświęcono wydarzeniom z Sejmu, zarówno w materiale otwierającym wydanie, jak i później, w kolejnym, nie znalazło się jednak najwidoczniej na tyle miejsca, by zaprezentować to, co wyczyniali posłowie PiSu, bo trzeba było skupić się na pośle PO. Oto to wydanie:
Wątek fizycznych napaści został poruszony w materiale „Potrzeba nam broni!”, który rozpoczyna się w trzynastej minucie i dwudziestej sekundzie tego wideo. Około czternastej minuty przechodzimy zaś do sceny, którą ja opisałem wyżej… sęk w tym, że w „Wiadomościach” nie pokazano ani pierwszego, ani drugiego ataku na posłankę Gajewską, z całego zajścia prezentując wyłącznie te kilka sekund, gdy poseł PO Tomasz Lenc popchnął posła PiSu Tarczyńskiego. Dowiedzieliśmy się, że poseł PO dopuścił się „rękoczynu” (to istotne w kwestii wątku KRRiT).
Widząc tak oczywistą manipulację faktami, gdzie z całego zajścia, w którym nagannie zachowywali się przedstawiciele zarówno PiSu, jak i PO, TVP wycięło tylko fragment pasujący pod tezę o skandalicznym zachowaniu opozycji, postanowiłem zgłosić tę oczywistą w końcu sprawę do KRRiT.
W swoim piśmie opisałem rzeczoną sytuację, wskazałem na materiał z „Wiadomości”, który według mnie nie spełniał dziennikarskich standardów, a następnie dodałem jeszcze link do pełnego wideo z sejmowych wydarzeń.
I czekałem.
Pod koniec lipca 2017 roku otrzymałem pismo potwierdzające przyjęcie mojej skargi, wraz z informacją, że zostanie ona rozpatrzona w terminie dwóch miesięcy:
I czekałem. I czekałem. I czekałem. Minęły dwa miesiące. Cztery. Sześć. W końcu, w Walentynki, KRRiT mi odpowiedziała:
Tak więc „nie zostało pokazane zdarzenie fizycznego ataku jednego posła na drugiego”. Czyli wyrywanie telefonu i szarpanie to nie atak fizyczny. Czyli to, co same „Wiadomości” nazwały „rękoczynami” to nie atak fizyczny. Czyli sprawy nie ma. Czyli TVP niczego nie zmanipulowało – choć w sumie tego nie wiemy, bo KRRiT nie skupiła się na tym, że TVP pokazało niepełny i stronniczy materiał, ale zapewne deliberowała nad definicją „ataku fizycznego” i postanowiła obronić TVP zabawą w semantykę.
Czyli standardy TVP zostały zachowane. Szkoda tylko, że dziennikarskie już nie.




