if ( function_exists( 'wp_body_open' ) ) { wp_body_open(); } ?>
Marcin Zwierzchowski

Kulturalny Człowiek

„Wszystko wszędzie naraz” jest niesamowite

Tytuł „Wszystko wszędzie naraz” odnosi się do ilości narkotyków, jakie przed i w trakcie kręcenia swojego filmu zażywali scenarzyści/reżyserzy Dan Kwan i Daniel Scheinert. Ich dzieło to nawet nie tyle jazda bez trzymanki, co kinowy ekwiwalent bycia wystrzelonym w atmosferę z ogromnego, różowego puzonu, napędzanego cukierkami.

Ta historia składa się głównie z absurdów. Kwan i Scheinert zaakceptowali ideę multiwersum z pełnym dobrodziejstwem inwentarza, gdy więc wymyślali kolejne światy/wersje głównych bohaterów, bawili się jak świnki w błotku – gdyby te świnki zażyły wcześniej duże ilości środków halucynogennych. Jest więc tu i świat, gdzie ludzie zamiast palców mają hot-dogi, jest i Ziemia bez śladów życia, gdzie bohaterki są kamieniami.

I, zaręczam wam, dialog tych kamieni to jedna z najzabawniejszych scen, jakie widziałem na wielkim ekranie.

„Wszystko wszędzie naraz” to film obłędnie zabawny. I obłędny. Tu wszystko nas zaskakuje, nie ma żadnych hamulców, nie ma również taryfy ulgowej, bo akcja pędzi naprzód i nie zostawia ani chwili na oswojenie się z nowym szaleństwem, bo momentalnie po nim uderza w nas parada równie konfundujących idiotyzmów. Gdy już Kwan i Scheinert nabiorą rozpędu, nam pozostaje mocno chwycić się fotela i próbować nie spaść.

Świadectwem kunsztu reżyserskiego obu panów jest natomiast fakt, że nie spadamy. Mimo wylewającego się z ekranu chaosu, Kwan i Scheinert prowadzą nas w tym wszystkim z dużą dozą pewności, ale i zaufaniem, że za nimi nadążymy. Ogromna w tym zasługa również odpowiedzialnego za montaż Paula Rogersa, którego praca – wnosząc z tego, co widzimy na ekranie – musiała być jednocześnie marzeniem i koszmarem.

Kluczem do odnalezienia spójności i spokoju w morzu chaosu i absurdu był natomiast fakt, że Kwan i Scheinert nie tylko świetnie się bawili kręcąc ten film, ale również chcieli opowiedzieć nim jakąś historię. Rodzinny dramat rozgrywający się między żoną (Michelle Yeoh) i mężem (Ke Huy Quan) oraz matką (Yeoh) i córką (Stephanie Hsu) to fundament tej opowieści; nie wątek po prostu przewijający się w tle, ale prawdziwa siła napędowa fabuły i źródło emocji, jakie budzą w nas te wszystkie ekranowe ekwilibrystyczne popisy.

„Wszystko wszędzie naraz” to więc film familijny. Oraz efektowne kino akcji. Oraz niezwykle zabawna komedia. Oraz odpowiedź na pytanie: co by było, gdyby ktoś dał dwóm szalonym kolesiom budżet na zrealizowanie tych wszystkich pomysłów zapisywanych na marginesach „poważnych” produkcji.

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2022 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén