if ( function_exists( 'wp_body_open' ) ) { wp_body_open(); } ?>
Marcin Zwierzchowski

Kulturalny Człowiek

„Wolverine. Tom 1” JAsona Aarona

Pierwsza odsłona serii opowieści o popularnym komiksowym Rosomaku, wedle scenariuszy Jasona Aarona, rozczarowuje swoją płytkością. Poza odrobiną brutalności i rysowaniem Wolverine’a na największego twardziela wśród superbohaterskich twardzieli, trudno znaleźć w tym tomie coś, co pozostaje w pamięci po lekturze.

Zaskakujące. Jason Aaron to jeden z najlepszych współczesnych scenarzystów komiksowych. Wolverine to jedna z najpopularniejszych komiksowych postaci, w filmach noszący twarz Hugh Jackmana; Rosomak doczekał się nawet jednego z najlepszych komiksowych filmó w historii, czyli „Logana”. Do tego Aaron karierę rozpoczął i wyrobił sobie nazwisko właśnie dzięki scenariuszom do historii Wolverine’a, można więc powiedzieć, że powinien nosić miano specjalisty w opowiadaniu jego historii.

Zaskakuje więc to, jak bardzo nijakim komiksem jest „Wolverine. Tom 1”, zbierający historie o Rosomaku pióra Aarona. Bo nie licząc opowieści o tym, jak Wolverine siedział w dziurze, która jest naprawdę zaskakująca i ciekawa, scenarzysta nie miał przez blisko 400 stron nic do powiedzenia. Poza tym, że Wolverine to twardziel. O tak, to było powtarzane nie raz, nie dwa, nie sto. A Logan zawsze miał przy tym minę, jakby ktoś podetknął mu pod nos coś o wyjątkowo nieprzyjemnym zapachu.

Ktoś mógłby powiedzieć, że Wolverine to po prostu taki twardy-twardziel i Aaron wycisnął z tej postaci tyle, ile zdołał. Myliłby się jednak, bo przecież ten sam Jason Aaron pisze świetne scenariusze do historii o Conanie czy Thorze, którzy w skali Mrukliwych Twardzieli są zdecydowanie wyżej, niż Logan. A mimo to opisani są ciekawiej, a w ich fabułach scenarzysta miał nam faktycznie coś do przekazania.

Tymczasem „Wolverine. Tom 1” po prostu nudzi. Interesującą nie była pogoń za Mystique, która przecież – mimo iż Logan co rusz powtarzał, jak to ją zabije – nie mogła się skończyć niczym poważnym. Interesującą nie była zabawa w kotka i myszkę z oddziałem podobnych Wolverine’owi najemników, działających na zlecenie złej korporacji. Wreszcie, ekscytująca nie była również druga długa fabuła w tym tomie, ta dotycząca Czarnego Smoka, rozgrywająca się w Chinatown i dotycząca przeszłości Logana. Historia ta nie miała prawa zadziałać, bo realizowana była wedle męczonego bezlitośnie w komiksach superbohaterskich schematu: przybyłem-> zebrałem bęcki-> ledwie uszedłem z życiem -> potrenowałem-> wróciłem-> wygrałem.

Aaronowi nie pomogli również artyści, bo niestety trudno w tym tomie o historię, gdzie kreska podnosiłaby jakość opowieści.

Rozczarowanie, niestety.

„Wolverine. Tom 1”. Scen.: Jason Aaron. Rysunki: Howard Chaykin, Ron Garney, Adam Kubert, Stephen Segovia, Udon Studios. Tłum. Sebastian Smolarek. Egmont. 396 stron.

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2022 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén