if ( function_exists( 'wp_body_open' ) ) { wp_body_open(); } ?>
Marcin Zwierzchowski

Kulturalny Człowiek

„Stara Słaboniowa….” Joanny Łańcuckiej

W debiucie Joanny Łańcuckiej humor miesza się z grozą. Całość przywodzi na myśl opowiadania o Wilżyńskiej Dolinie Anny Brzezińskiej. To historie o mądrości przychodzącej z latami i świecie tradycji, które umierając pod butem nowoczesności.

Książka Joanny Łańcuckiej to coś pomiędzy zbiorem opowiadań a powieścią. Wszystkie historie łączy postać tytułowej leciwej już Słaboniowej, zmagającej się z coraz to nowymi demonami rodem ze słowiańskiego bestiariusza. Wątkiem nadrzędnym jest tajemnica otaczająca tytułową bohaterkę, jej przeszłość i szczegóły natury jej relacji z ciemnymi mocami. Łańcuckiej udało się wykreować postać z pozoru wpisującą się w stereotyp, która jednak wraz z odsłanianiem kolejnych warstw prawdy zmienia swoje oblicze, a raczej – ewoluuje, ostatecznie stając się kimś naprawdę niejednoznacznym i wyjątkowym.

Niestety, autorka sama rozwadnia to, co w tej książce najlepsze strukturą powtarzalnych historii o kolejnych starciach Słaboniowej ze stworami. Zazwyczaj idzie tak: komuś we wsi coś się dzieje, coś niewytłumaczalnego, więc w tajemnicy przed innymi – bo przecież nie wierzy w zabobony – udaje się po pomoc do Słaboniowej, która szybko identyfikuje źródło kłopotów jako związane działaniami istot nadprzyrodzonych, a potem rozprawia się z nim, będąc jedyną, która pamięta ludowe sposoby na takie sytuacje. I tak to się kręci, od jednej strony ze słowiańskiego bestiariusza do następnej, od mary, przez kłobuka i południcę, do strzygonia i innych spiekładuchów. W tle słychać zaś narzekania Słaboniowej na młodych, co to o tradycjach zapominają, wiedzę ludową lekceważą, do wszystkiego przyklejając łatkę zabobonów.

Gdzieś w tle tego wszystkiego tkwi jednak ciekawa bohaterka i ciekawa opowieść. Połączona objętość tych kilku historii dała Joannie Łańcuckiej miejsce na nakreślenie zajmującego portretu Słaboniowej, jej interesującego charakteru, a przede wszystkim pozwoliła to wszystko przedstawiać nam stopniowo. Finał książki, odwołujący się wprost do przeszłości głównej bohaterki, to historia przejmująca, bo budzi w odbiorcy wiele sprzecznych odczuć względem Słaboniowej. Takich bohaterek nam trzeba.

Oficynka. 448 str.

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2022 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén