if ( function_exists( 'wp_body_open' ) ) { wp_body_open(); } ?>
Marcin Zwierzchowski

Kulturalny Człowiek

„Men” – thriller szarpiący nerwy

Najnowszy film Alexa Garlanda to popis reżyserskiej maestrii. Historia balansuje gdzieś pomiędzy thrillerem a horrorem. To opowieść o kobiecie osaczonej przez mężczyzn, zaczynając od byłego partnera, a kończąc na demonicznych mieszkańcach małego miasteczka.

Alex Garland zaczynał jako powieściopisarz, a rozgłos dała mu kultowa już dziś „Niebiańska plaża”. W adaptacji tej historii grali m.in. Leonardo DiCaprio i Tilda Swinton, a reżyserem był Danny Boyle, z którym Garland następnie związał się jako scenarzysta jego filmów „28 dni później” oraz „W stronę słońca”. W 2015 roku do kin trafił reżyserski debiut Alexa Garlanda, „Ex Machina”. (Choć, wedle już teraz wielu źródeł, Garland był faktycznym reżyserem filmu „Dredd” z 2012, do którego napisał scenariusz.) Później były „Anihilacja” (na bazie powieści Jeffa VanderMeera) oraz serial „Devs”. „Men” to więc – zależnie jak liczyć – ledwie trzeci (lub czwarty) film tego reżysera.

W swoim trzecim (czwartym) filmie Garland wspina się na wyżyny sztuki reżyserowania thrillera. Co może zaskoczyć u byłego powieściopisarza, który następnie przekwalifikował się na pisanie scenariuszy, Brytyjczyk w „Men” opowiada nie przede wszystkim dialogami, ale obrazem, dźwiękiem i muzyką. W pierwszej części filmu padają w zasadzie tylko słowa z rodzaju „niezbędnych”, a nastrój budowany jest poprzez zbliżenia na szczegóły, oraz montaż, przeplatający wątek współczesny z migawkami z przeszłości głównej bohaterki. Niezwykła jest również scena zabawy kobiety echem, które to dźwięki następnie powracają później w ścieżce dźwiękowej, przekształcając się w coś niepokojącego. Taka jest właśnie metoda budowania napięcia w tym filmie – stopniowa, subtelna, zaczyna się od scen pełnych codzienności i normalności, często uroku, co następnie jest wykręcane w coś najpierw niepokojącego, a potem mrocznego. Garland gra z nami, wprowadzając zagrożenie stopniowo, każąc nam go wyglądać, wpatrywać się w nie tylko w główną bohaterkę, ale skanować wzrokiem jej otoczenie. Stajemy się czujni, świadomi zagrożenia, nasze nerwy są napięte… I wówczas Alex Garland wpycha nas w głąb króliczej nory.

Gdy zagrożenie zostaje już zidentyfikowane, reżyser w pełni bierze się za opowiadanie historii, zaczynając od budowania wątku z przeszłości, dotyczącego byłego męża głównej bohaterki. Wtedy też kobieta wchodzi w interakcje z mieszkańcami miasteczka, a film rozpoczyna swoją transformację od thrillera, przez historię grozy, aż po body horror. Po drodze jednak Garland przypomina nam o swoim pisarskim talencie, doskonale żonglując niedopowiedzeniami i wieloznacznością w dialogach, a także czyniąc postaci męskie symbolami wszystkich opresji, jakie w swoim życiu napotykają kobiety. Dialogi Harper, głównej bohaterki, ze swoim byłym mężem, czy też pierwsza rozmowa z księdzem, to popisy scenopisarskie Alexa Garlanda. Oraz, przy okazji, okazje do wykazania się dla doskonałych Jessie Buckley i zwłaszcza Rory’ego Kinneara, który wcielać się musi w wiele ról, prezentując aktorskie tour de force.

Ostatecznie jednak Garland idzie w finale ścieżką, którą trudno za nim podążyć. Gdy film w pełni przekształca się w body horror, fabularnie wchodzimy na poziom metafor i symboliki, które są na tyle niejasne, że mogą oznaczać wiele rzeczy. Można uznać, że reżyser nie chciał nam dać jasnych odpowiedzi, że pozostawił ostateczną interpretację tej historii (a więc i pozycji kobiet w świecie zdominowanym przez mężczyzn) widzom i widzkom. Można jednak również odczytać to tak, że nie miał tu do powiedzenia już nic, co wypowiedziane wprost nie ocierałoby się o banał, stąd „uciekł” w niedopowiedzenie.

„Men” to więc dziwna podróż. Satysfakcjonująca, głównie dzięki wspaniałej reżyserii i aktorskim popisom Buckley i Kinneara, pozostawiająca nas jednak z uczuciem niedosytu/niezrozumienia, jakby ktoś urwał ciekawą wypowiedź w pół słowa. Odsuwając jednak na bok rozważania o finale, najnowszy film Alexa Garlanda to prawdziwa szkołą tego, jak kręcić trzymające w napięciu thrillery.

Next Post

Leave a Reply

© 2022 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén