if ( function_exists( 'wp_body_open' ) ) { wp_body_open(); } ?>
Marcin Zwierzchowski

Kulturalny Człowiek

Josh Duhamel o „Dziedzictwie Jowisza”

W serialu „Dziedzictwo Jowisza” Josh Duhamel wciela się w role Utopiana/Sheldona Sampsona, przywódcę Unii Sprawiedliwości. Produkcja Netflixa powstała na bazie komiksu o tym samym tytule autorstwa Marka Millara (scenariusz) i Franka Quitely’ego (rysunki).

Marcin Zwierzchowski: Jak Utopian, czyli najważniejszy i najpotężniejszy superbohater w „Dziedzictwie Jowisza”, ma się do wzoru wszystkich komiksowych herosów, Supermana?

Josh Duhamel: Superman nie był człowiekiem. Utopian żył jako Sheldon Sampson przez trzydzieści lat, a dopiero potem zyskał moce. Dlatego wydaje mi się, że jest on nam bliższy, niż Clark Kent, ponieważ wie, jak to jest być nami, być człowiekiem, i jest to coś, co stanowi jego kotwicę do rzeczywistości.

Tej wiedzy nie posiadają dzieci Sheldona/Utopiana, które przyszły na świat już jako dziedzice superbohatera. Stąd wydaje mi się, że syn Utopiana, Paragon, ma w sobie więcej z Supermana, niż moja postać.

MZ: Jak to było wcielać się w wiekowego już herosa?

JD: W tej roli podobało mi się to, że mogłem zagrać tę postać i gdy miał lat trzydzieści, i 90 lat później, w wersji już doświadczonej życiem, człowieka, który widział wszystko i od dekad dźwiga ciężar świata na swoich barkach. Ta postać była dla mnie ciekawa właśnie dlatego, że musiałem mieć świadomość tego ciężaru. Wcześniej nie widziałem bohatera, który jest już u schyłku swojego życia, dlatego wydało mi się to świeże.

Dodatkiem jest wątek dysfunkcyjnej rodziny i konfliktu pokoleń wśród tych superbohaterów. Ci młodzi herosi widzą świat inaczej, niż Utopian i jego rówieśnicy. Nawet Paragon, choć jest bardzo bliski w myśleniu swojemu ojcu, poddawany jest różnym wpływom, podszeptom, że istnieje inna optyka na to wszystko. Młodzi nie chcą słuchać Utopiana, nie pasuje im Kodeks, którym ja się kieruję, wolą działać po swojemu.

MZ: W co wierzy Utopian?

JD: Superbohaterowie nie zabijają. Superbohaterowie nie sięgają po władzę. Istniejemy, by służyć ludzkości. Złoczyńców zamykamy w więzieniach, nie zabijamy, nieważne, co by się działo.

Osobiście się z tym nie zgadzam. Jeżeli ktoś chciałby zabić mojego syna, nie zawahałbym się odebrać życia, by powstrzymać tę osobę. To dla mnie coś oczywistego. Stąd nie mogłem do końca zrozumieć Sheldona. Doprowadzało mnie to do szału. Nawet nie zliczę tych wszystkich rozmów z ekipą na temat Kodeksu, bo po prostu go nie rozumiałem. Każda zasada musi mieć jakiś wyjątek. Ale nie z Sheldonem, on po prostu nie dostrzega takiej możliwości, twierdzi, że zawsze istnieje alternatywa dla zabicia kogoś. Że nawet gdy ktoś ma cię zaraz zabić, gdy nie ma innego ratunku, nie powinno się odbierać życia, ale szukać innej drogi.

Zdarzało się, że odnosiłem wrażenie, że jakaś mała, maleńka część Sheldona pragnie tego, by ktoś wreszcie zakończył jego długie, męczące życie. Że, biorąc pod uwagę to, co przeszedł, i ten nowy opór, na jaki natyka się ze strony młodego pokolenia superbohaterów, ma ochotę, by to się skończyło. Jakby nie chciał się już z tym wszystkim mierzyć. Dlatego chodzi na terapię – bo sobie z tym nie radzi.

Jednocześnie bardzo, bardzo chce, by jego syn był taki, jak on, by był – w jego oczach – godnym przejęcia schedy po Utopianie. On naprawdę wierzy w Kodeks, w to, że superbohaterowie nie zabijają, superbohaterowie nie sięgają po władzę. Od każdej zasady powinien być wyjątek. Ale nie w oczach Sheldona.

MZ: „Dziedzictwo Jowisza” reprezentuje nowe podejście do opowieści superbohaterskich, gdzie pokazywane są fizyczne konsekwencje walk.

JD: We wcześniejszych filmach komiksowych bardzo nie podobało mi się, że te wszystkie starcia herosów nie miały żadnych konwencji, nie pokazywano nam przypadkowych ofiar potyczek superbohaterów, których z pewnością było wiele. W tym serialu jest inaczej. Bohaterowie krwawią, umierają, jeżeli przeciwnik okaże się zbyt potężny. Są śmiertelni. Cierpią, gdy stracą kogoś bliskiego, potrzebują czasu, by dojść do siebie.

Ten aspekt „Dziedzictwa…” bardzo mi się spodobał. Wcześniej nie byłem specjalnie zainteresowany fabułami superbohaterskimi, nie zabiegałem o takie role, bo miałem poczucie, że te historie były kręcone na tyle sposobów i że powstawało ich tak dużo, że miałem przesyt.

Z tym serialem jest inaczej również dlatego, że dla mnie to bardziej dramat o rodzinie. Dramat, a jednocześnie serial superbohaterski. Psychologia postaci jest pogłębiona, także w aspekcie tego, jak radzą sobie z byciem herosami.

MZ: Wspomniał pan o tym, że Sheldon/Utopian chodzi na terapię. Wspominał pan o dysfunkcyjnej rodzinie. Teraz o ranach i cierpieniu po stracie. „Dziedzictwo Jowisza” uderza w dość mroczne tony.

JD: Tak, zgodzę się, że w serialu jest sporo mroku. Ale też to ten typ mroku, który wiąże się z byciem człowiekiem. Bierze się z refleksji nad tym, co to znaczy być w pozycji tych bohaterów, zwłaszcza tych starszych, zwłaszcza Utopiana, który stara się przekonać ludzi, że to, czym kierował się przez ostatnich 90 lat wciąż ma wartość. Sam ma wątpliwości, bo choć starał się pomagać, waha się, co naprawdę dobrego osiągnęli.

Do tego dochodzą problemy z dziećmi; ten facet jest w stanie dostrzec monetę na powierzchni Księżyca, a nie potrafi porozumieć się ze swoją dwudziestoletnią córką. To właśnie jego człowieczeństwo.

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2021 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén