if ( function_exists( 'wp_body_open' ) ) { wp_body_open(); } ?>
Marcin Zwierzchowski

Kulturalny Człowiek

Horror „X” jest trochę straszny, i trochę dziwny

Ti West napisał i wyreżyserował opowieść o seksualności i o tym, jak młode i piękne skazane jest na starość i brzydotę. Za dużo jednak w jego horrorze oczywistych rozwiązań, a próby budowania jakiejś głębi zbyt często przykrywa niezamierzona śmieszność.

Niektórym filmom poprzedzający ich premiery rozgłos może zaszkodzić. Z pewnością dotyczy to horroru „X” w reżyserii Ti Westa, czyli nowej produkcji studia A24. Entuzjastyczne recenzje zapowiadały nową jakość kina grozy. Tymczasem to, co otrzymujemy, to dosyć standardowe flirtowanie z klasyką gatunku, łączące w sobie wykręcanie horrorowych schematów, z ich świadomością i obśmiewaniem. Problem w tym, że koniec końców West nakręcił jednak klasyczny, przewidywalny slasher, z tylko odrobiną rzeczonego „wykręcania”.

Widzieliśmy już ten film: grupka młodych i seksownych ludzi (tu: ekipa kręcąca amatorskie porno), wybiera się na odludzie (tu: samotna farma), gdzie natykają się na lokalsów, którzy są dziwni/przerażający (tu: wiekowy właściciel farmy i jego żona). Młodzi i seksowni swoją młodością i seksownością przyciągają uwagę, czego efektem jest makabryczna zabawa w kotka i myszkę, z trupem ścielącym się gęsto i malowniczo. A na koniec zostaje nam tzw. final girl.

W „X” Ti West starał się wzbogacić ten schemat głębszą opowieścią o seksualności. Fakt kręcenia przez bohaterów amatorskiego porno staje się przyczynkiem do rozmów o przyjemnościach ciała, o tym, jak niektórzy chcą ograniczać tych, którzy ograniczeń nie chcą, a wreszcie o odkrywaniu swoich potrzeb i wychodzenia poza to, co narzucają nam oczekiwania innych. Ciekawym dodatkiem do tego są właściciele farmy, którzy wiosnę, ale i jesień życia mają już dawno za sobą, a którzy – zwłaszcza żona – uważają, że nie żyli w pełni, że coś przegapili i nieodwołalnie to stracili. Kulminacjami tych wątków są rozmowa ekipy po pierwszym dniu zdjęciowym oraz nocny „taniec” przed vanem. Tyle że kulminacja przychodzi jeszcze przed pełnym rozwinięciem, po ledwie zarysowaniu opisywanych tu tematów, zanim reżyser zdąży nam przekazać coś naprawdę unikalnego. A to, co następuje później, to już tylko slasher, niespecjalnie wystawiający choćby paluszek poza grubą linię gatunkowych klisz.

„X” może być więc dobrą rozrywką, i w dużej mierze jest, bo miłośnikom i miłośniczkom tego rodzaju horrorów oferuje zestaw największych gatunkowych hitów. Szkoda tylko, że reżyser zbytnio opierał się na kliszach i ostatecznie ani razu naprawdę nas nie zaskakuje.

„X”. Scen. i reż. Ti West. A24/M2Films.

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2022 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén