if ( function_exists( 'wp_body_open' ) ) { wp_body_open(); } ?>
Marcin Zwierzchowski

Kulturalny Człowiek

„Holocaust F” Cezarego Zbierzchowskiego

Twórcom science fiction chyba powoli kończą się pomysły. Wielu autorów fantastyki naukowej albo przerzuca się na pisanie literatury młodzieżowej, gdzie bez skrępowania mogą powielać klasyczne schematy, albo – i to jest zdecydowana większość – zamiast eksplorować śmiałe naukowe koncepty, skupiają się na wątkach obyczajowych (lub sensacyjnych, jak w „Reamde” zrobił Stephenson). Najwyraźniej widać to na rynku opowiadań, gdzie ze świecą szukać porywających naukowych idei – jeżeli już ktoś na taką wpadnie, zazwyczaj zachowuje ją na potrzeby książki. Choć ostatnimi czasy i w powieściach jest ich jakby mniej i mniej.

Dlatego też z takim entuzjazmem czytelnicy przyjmują pozycje kipiące od świetnych pomysłów, jak „Accelerando” Strossa czy głośne „Ślepowidzenie” Wattsa, dlatego taką popularnością w Polsce cieszy się Jacek Dukaj, dlatego kolejnego wydania doczekała się „Nakręcana dziewczyna” Paola Bacigalupiego (choć niekiedy naukowość bywała naciągana, wciąż były to naprawdę ciekawe idee).

Dlatego też wreszcie „Holocaust F” to powieść, która z pewnością odbije się głośnym echem wśród miłośników naprawdę twardej fantastyki naukowej. (Choć przypadek doskonałych, a przegapionych książek, jak trylogia „Yggdrasil” Podrzuckiego i „Święto rewolucji” Protasiuka pokazują, że różnie z tym bywa.) Cezary Zbierzchowski zrobił rzecz niezwykle rzadką, połączył mianowicie zawrotne tempo i efektowność literatury rozrywkowej z wykręcającymi umysł konceptami, których nie powstydził by się Greg Egan. Z jednej strony mamy więc rozgrywane na niesamowitą skalę potyczki z użyciem futurystycznej broni, z drugiej natomiast jednym z głównych tematów powieści jest cybernetyczna ewolucja człowieka. Gdyby Jacek Dukaj czy Peter Watts w równym stopniu co na warstwie naukowej skupiali się na akcji, pisaliby właśnie takie książki.

 Wszystko rozgrywa się w znanym z opowiadań Zbierzchowskiego (zebranych w „Requiem dla lalek”) świecie Rammy, który jest niemalże bliźniaczo podobny do naszego. Owszem, poziom technologiczny jest inny, geografia także się nie zgadza, uważni czytelnicy już wcześniej zauważyli jednak pewne „przebitki”, drobne nawiązania czy odwołania do kultury i historii sugerujące, że między naszą rzeczywistością a tą fikcyjną istnieje pewna nić zależności – w „Holocauście F” zostanie to wyjaśnione w formie wyśmienitego i zaskakującego zakończenia (opierającego się na cudownym koncepcie łączącym hard SF z religią). Przy okazji Zbierzchowski daje tym wyraźny sygnał, że nie o futurologię tu chodzi, ale eksplorację pewnych konceptów, zwłaszcza pytania o to, gdzie w kontekście ewentualnych możliwości transferu jaźni i biotechnologicznych oraz cybernetycznych ulepszeń należy wyznaczyć granicę człowieczeństwa. Stąd w powieści ze świecą szukać ludzi takich, jakimi postrzegamy ich teraz, roi się za to od cradlerów, wampirów (nie takich horrorowych), czujących androidów i niezwykle inteligentnych SI; wpisuje się tym Zbierzchowski w pesymistyczny ton charakterystyczny choćby dla Wattsa, opisując przyszłość równie olśniewającą, co zdehumanizowaną i przerażającą.

Największe wrażenie „Holocaust F” robi jednak w tych – częstych – momentach, gdy akcja przyśpiesza. Bo choć efektownością i różnorodnością gadżetów zawstydziłaby niejedną spacę operę, w powieści Zbierzchowskiego nie ma miejsca na naukowe ustępstwa, każda scena akcji jednocześnie rozwija sygnalizowane w momentach spowolnienia tempa koncepty, dokłada cegiełki do niezwykle bogatej wizji przyszłości Rammy.

To powieść pisana na szóstym biegu, jak świetne opowiadanie Kena Liu „Fale”, również opisujące kolejne etapy przemian ludzkości – gdy czytelnik myśli, że oto doszliśmy do końca, autor robi kolejną woltę, podnosi poziom i zaskakuje, zachwycając niezwykłą wyobraźnią; jak w „Yggdrasilu” Podrzuckiego, ze strony na stronę pomysły są coraz śmielsze, od czytelnika wymaga się więcej, poziom intelektualny jest wyższy. Dlatego też „Holocaust F” to jedna z tych książek, do których chce się wracać zaraz po zakończeniu lektury, by wyłapać więcej, zrozumieć pełniej.

Niesamowite jest też to, że mimo hard-SFowego zacięcia i spaceoperowego rozmachu, Zbierzchowski pozostał zafascynowanym ludzką psychologią humanistą i erudytą, dzięki czemu powieść pełna jest nie tylko naukowych idei, ale także literackich nawiązań i kulturalnych smaczków. Brzmi jak oksymoron, ale to humanistyczna twarda fantastyka naukowa. I ta mieszanka sprawdza się wyśmienicie.

Cezary Zbierzchowski, Holocaust F, Powergraph 2013, 304 str.

Recenzja pierwotnie ukazała się w miesięczniku „Nowa Fantastyka”.

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2021 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén