if ( function_exists( 'wp_body_open' ) ) { wp_body_open(); } ?>
Marcin Zwierzchowski

Kulturalny Człowiek

xnxxvlxx xnxxxarab www.xnxxbro.com www.xnxxpapa.com

„Gorath. Uderz pierwszy” – recenzja powieści fantasy

„Gorath. Uderz pierwszy” to powieść otwierająca trylogię fantasy autorstwa Janusza Stankiewcza. Jak wypada ten debiut?

Ogólny werdykt? Kwintesencja przeciętności. Tak jak nie mogę wytykać autorowi niepoprawności językowych czy dziur logicznych historii, tak trudno mi wskazać zalety tej książki. Ot, jest. Napisana poprawnie, z akcją idącą do przodu jak po sznurku. Ale też – pozbawiona wyrazistości. Tytułowy Gorath to typowy twardziel dobry w wielu rzeczach (co samo w sobie jest ok jako budulec postaci, vide „Reacher”), który jednak w toku powieści wcale się nie rozwija ani którego nie poznajemy. Jaki jest Gorath? Dobrze robi mieczem, ma krótki lont, jeżeli chodzi o nerwy, a choć potrafi zabijać, to nie robi tego dla przyjemności. To tyle. A co Gorath robi? Gorath zostaje zmuszony do inwigilacji grupy zabójców znanych jako Nocne Cienie i… rzeczy się dzieją.

Fabuła „Goratha” to seria misji. Stankiewicz dba o to, by „nie było nudno”, czyli rzuca bohatera od potyczki do potyczki, co jednak daje taki efekt, że nudno jest. Bo nie ma tu miejsca na budowanie postaci czy relacji, na choćby odrobinę intymności czy introspekcje wykraczające poza temat zabijania, a trupy, które padają, dla nas nigdy nie były żywe, ponieważ nie poznajemy tu nikogo i nikim się nie przejmujemy. W przypadku postaci pobocznych maksimum rozwoju charakteru odbywa się poprzez opis tego jak zabijają, albo jak i z kim uprawiają seks.

Zdaje się, że Stankiewicz zbudował solidny szkielet dla swojej opowieści, ale nie dodał nic ponad to. Jego bohaterów nie widzimy w normalnych sytuacjach, tylko wiecznie na tych misjach. Jego świat niby jest opisany jako pełen różnych ras, ale to w sumie nie ma wpływu na nic. W ogóle, po wstępie zarysowującym szeroką perspektywę, powieść szybko wchodzi w skalę mikro, ogranicza się do garstki postaci i misji o znaczeniu „zabić tego kupca” itp, by dopiero pod sam koniec nagle wybuchnąć w wiele wątków i znacznie otworzyć świat – co sprawia wrażenie doklejonego, jakby autor sobie przypomniał, że przez 260 stron pisał o kilku zabójcach, więc na ostatnich 30 musi nadrobić i wrzucić cuda, wianki i położyć fundament pod kolejne tomy.

Wszystko w tej książce jest jakieś takie jałowe. Co z tego, że opisów walk pełno, jak są ogólnikowe, pisane bez wyczucia rytmu, bez prawdziwej wiedzy. Podobnie z działalnością Nocnych Cieni, czyli elitarnych zabójców, w których zabijaniu nic elitarnego nie ma, bo działają na poziomie planów wymyślonych na kolanie. Nawet gdy w drugiej połowie powieści dochodzą wątki polityczne i Nocne Cienie mają przeprowadzić bardziej złożoną operację, to wszystko tu jest toporne i wieje amatorszczyzną. W skrócie: w teorii na kartach tej powieści roi się od niezwykłych jednostek, które jednak ani na moment prawdziwie nie imponują.

„Gorath. Uderz pierwszy” to przykład historii pełnej akcji, która po prostu nudzi. Co zaś jest największym grzechem Janusza Stankiewicza – on tą książką nie ma nam nic do powiedzenia. Poza tym, że rzeczy się dzieją, o czym jest „Gorath”? Nie wiem. Jedyne, co przychodzi mi do głowy to banalne przemyślenia o tym, że ci zabójcy to chyba jednak lubią zabijanie, a mu to nie pasuje. Sprawia to więc wrażenie historii napisanej, by napisać historię, a nie, by o czymś nam opowiedzieć.

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2024 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén

Zoofilia - BestialityPorn - DogFuckПриглашаем на Порноболт за русским порноalbaneza - xnnx - rwdtube