if ( function_exists( 'wp_body_open' ) ) { wp_body_open(); } ?>
Marcin Zwierzchowski

Kulturalny Człowiek

„Eternals”: świetni bohaterowie, przeciętna historia

Chloé Zhao wzniosła nową Marvelowską produkcję na wyższy poziom, niż wynikałoby to wprost ze scenariusza. Bo „Eternals” cierpią, gdy wpadają w schematy kina superbohaterskiego, zyskują natomiast dzięki doskonałemu prowadzeniu bohaterów.

Tytułowi Eternals to grupka nowych herosów w Kinowym Uniwersum Marvela. Ich geneza związana jest z wspominaną choćby w „Strażnikach Galaktyki” genezą wszechświata, gdzie istotami „pociągającymi” za sznurki są tak zwani Celestianie. (Głowa jednego z tych gigantów służyła kosmicznym wyrzutkom za dom/przyjazny port, zwany Knowhere.) W wielkim skrócie więc: jeden z rzeczonych quasi-bogów, Arishem, przed mileniami stworzył Eternalsów, by ci chronili inteligentne życie przed krwiożerczymi Dewiantami. Historia Eternals to więc historia walki. Walki, która przed tysiącami lat zaprowadziła ich na Ziemię, którą ostatecznie uwolnili od Dewiantów, a która stała się dla nich domem. Żyją wśród nas, niegdyś mieli wielki wpływ na naszą historię (są wzorami wielu postaci z legend, jak Ikara, Gilgamesza, Ateny czy Hefajstosa), dziś kryją się i pozostają bierni – zgodnie z rozkazami. Czekają na sygnał od Arishema.

Tyle tła. Film „Eternals” opowiada dość prostą historię, gdzie w czasach współczesnych Dewianci powracają na Ziemię, w efekcie czego Eternalsi muszą ponownie się zjednoczyć i zapobiec zniszczeniu Ziemi. Czyli znów: walka herosów z małą armią monstrów i końcowy wielki wysiłek, koniecznie wymagający współdziałania całej drużyny, by zapobiec czemuś, co wiemy, że się nie wydarzy. Ponieważ zaś nasi bohaterowie przez tysiące lat życia pośród nas nieco „rozpierzchli” się po globie, lwią część filmu spędzamy na skakaniu z miejsca na miejsce i „rekrutowaniu” bohaterów. Powtarzalność tej formuły nudzi, Marvel w tym nudzi.

Mimo to „Eternals” to film udany. Jakim cudem? Cud ten nazywa się Chloé Zhao – reżyserka (laureatka Oscara za „Nomadland”) umiejętnie przedstawiła nam aż dziesięcioro nowych postaci, różnorodnych i ciekawych, każdej z nich dając odpowiednio dużo czasu ekranowego. Siłą filmu są więc bohaterowie i bohaterki oraz relacje między nimi. Przy czym wcale nie jest tak, że wyróżnia się eksponowany przez zwiastuny związek Sersi (Gemma Chan) i Ikarisa (Richard Madden), bo najpiękniejsza jest jednak relacja Gilgamesha (Dong-seok Ma) i Theny (Angelina Jolie). Najbardziej intryguje natomiast Druig (świetny Barry Koeghan), sparowany z Makkari (Lauren Ridloff). Chwalić można zresztą wszystkich, bo również złożoną-tragiczną Sprite (Lia McHugh), uroczego i charyzmatycznego Kingo (Kumail Nanjiani; ta postać najbardziej wpisuje się w model herosa-śmieszka z MCU) czy Phastosa (Brian Tyree Henry), którego wątek niezwykle się rozwija. Nawet Karun, asystent Kingo, czyli typowy marvelowski śmieszkowaty kumpel, w rękach Zhao okazuje się postacią pełną mądrości, ciepła i prawdziwego uroku. Chyba najmniej ciepłych słów można mieć względem Ajak (Salma Hayek), która jednak miała nieciekawe zadania fabularne – w skrócie, była „mamusią” dla reszty Eternalsów.

Tym większa szkoda, że tego wszystkiego doszukiwać się trzeba pod zwałami wykładów na temat historii Eternalsów i Dewiantów (niektóre sceny, jak rozmowa Sersi z Danem to podręcznikowy infodump), między częstymi momentami, gdy film dosłownie zatrzymuje się i nam coś długo tłumaczy. (I to mimo iż Zhao generalnie bardzo dobrze radziła sobie z przeplataniem wątku współczesnego z migawkami z długiej historii Eternalsów, wręcz to, jak to robiła jest jedną z ozdób filmu.) Wreszcie, szkoda, że obok tak mocnych scen jak Gilgamesh broniący Theny, mamy tak sztampowe sekwencje jak finałowa walka o ocalenie Ziemi, która – jak wspominałem – miała „udawaną” stawkę, bo wszyscy już dawno przejrzeliśmy tę grę.

Są więc „Eternals” Chloé Zhao mieszanką superbohaterskiej sztampy z autorskim kinem reżyserki. I ostatecznie to drugie, w połączeniu ze świetnym castingiem, jednak wygrywa. Bo możemy przymknąć oko na zmarnowany wątek Dewiantów, możemy nawet poudawać, że boimy się o losy Ziemi, ale robimy to, by móc obserwować Druiga, Gilgamesha, Thenę czy Kingo. I to, na szczęście dla filmu, wystarcza.

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2022 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén