if ( function_exists( 'wp_body_open' ) ) { wp_body_open(); } ?>
Marcin Zwierzchowski

Kulturalny Człowiek

xnxxvlxx xnxxxarab www.xnxxbro.com www.xnxxpapa.com

„Słowodzicielka” – recenzja próby humorystycznego fantasy

„Słowodzicielka” to powieść otwierająca (obecnie) trzytomowy cykl „Słowotwórczyni” autorstwa Anny Szumacher.

Historia ta to przykład tzw. portal fantasy, co oznacza tyle, że główna bohaterka, Marcjanna (zwana Cyan) przenosi się do raczej generycznego światka fantasty, takiego ze smokami, czarodziejkami, rycerzami i walką książąt o schedę po zmarłym królu. Zanim to jednak nastąpi, kilka postaci ze tego magicznego świata odwiedzi nasz, rzeczywisty, co robiąc rzecz jasna dziwić się będą domofonowi, przestraszą się windy i zachwycą cudownością prysznica (nie ma co się im dziwić). Tak naprawdę sercem „Słowodzicielki” nie jest jednak ten zabieg „przenosin”, a fakt, że świat, z którego pochodzą goście Cyan, a do którego ona sama potem się wybiera, zrodził się jej głowie. Dokładnie w formie nieukończonej powieści fantasy. Hidra, Agni i Jord to natomiast wykreowane przez Cyan postaci drugoplanowe, desperacjo szukające nadającego sens ich fabule Głównego Bohatera.

Czyniąc Cyan jednocześnie bohaterką jak i twórczynią świata powieści Anna Szumacher szukała oryginalności w obrębie klasycznego schematu historii fantasy. Co początkowo daje ciekawy efekt opowieści meta, czyli takiej, której bohaterowie przeżywając kolejne przygody są świadomi swojego położenia, istnienia wątków i fabuły, no i faktu, że sami są postaciami drugoplanowymi. Problem w tym, że to nie trwa zbyt długo! „Słowodzicielka” dosyć szybko przestaje być historią meta, znika warstwa świadomości bycia opowieścią, przynajmniej pod względem bardziej fundamentalnym niż wspominania o tym. Dostajemy więc po prostu powieść fantasy, gdzie najpierw magiczni odwiedzają bohaterkę, potem ona odwiedza ich świat, obie strony się sobie dziwią, ale ostatecznie fabuła to sekwencja rzeczy, które bohaterom się przydarzają, gdy ci idą tam, gdzie sądzą, że powinni iść. Mniej w tym dużej fabuły, więcej epizodyczności, jakby autorka prowadziła swoje postacie z punktu do punktu, na bieżąco wymyślając nowe przytrafiające się im dziwactwa. Co przekłada się na lekturę lekką, momentami absurdalną, ale generalnie sprawnie płynącą do przodu, choć bez większych skoków napięcia.

Jednakże…

Problemem „Słowodzicielki” jest fakt, że w zamyśle lekki i humorystyczny styl autorki jest raczej nijaki. Przede wszystkim, trudno w tej powieści o dialogi czy sceny rzeczywiście zabawne. Niepoważne – o, takich jest sporo. Ale to nie czyni czegoś z miejsca wartym śmiechu. Szumacher nie udało się również w żaden sposób zróżnicować głosów swoich postaci, które wszystkie, absolutnie wszystkie brzmią tak samo, a brzmienie to jest jednocześnie tym samym brzmieniem, które w tej powieści ma narrator. Gdybym miał opisać to zwięźle, użyłbym słów takich jak „paplanie” (w większości przypadków postaci po prostu gadają co im ślina na język przyniesie) oraz „infantylizm” (w tej powieści absolutnie nikt nie jest poważny, a w większości scen reakcje postaci są po prostu dziecinne).

Anna Szumacher szukając w swoich postaciach aspektów humorystycznych po prostu je ograniczyła, redukując do prostych, przesadzonych i często bezmyślnych decyzji. Oczywiście, irracjonalne zachowanie bohaterów to fundament wielu komedii (gdyby ci podejmowali logiczne i „dojrzałe” wybory, nie pakowaliby się w absurdalne sytuacje), ale też powinno ono być przyczynkiem do żartu, a nie żartem samym w sobie. Bo inaczej zostajemy z grupką niesfornych dzieciaków, udających dorosłych bohaterów historii.

Pisanie prozatorskich tekstów humorystycznych to zadanie szalenie trudne. Mając jednak świeże porównanie z „Necrovetem” Joanny W. Gajzler, czy wspaniałym „Złym” Krystyny Dutkiewicz, które miałem przyjemność wydać w ramach Storytel Original, wiem, że można lepiej, że można faktycznie bawić, zaskakiwać, a postaci, by być zabawnymi, nie muszą być nieustannie infantylnymi. (Rekomenduję zwłaszcza „Złe”, bo to jest rozbrajająco zabawna rzecz.) Inną oczywistą prawdą w temacie pisania „lekkiego” i „zabawnego” jest fakt, że to, że coś łatwo się pisze, nie znaczy, że będzie dobrze się czytać – w dialogach Szumacher widzę natomiast klasyczny błąd wypełniania ciszy dużą ilością słów, pozwalania bohaterom wylewania z siebie słów – co rzecz jasna z perspektywy autorki jest przyjemne, bo scena się rozwija, liczba znaków rośnie… Ale prawda jest taka, że treści na takiej stronie jest może na pół strony, a reszta to powietrze.

Wydawnictwo Mięta

Next Post

Previous Post

© 2024 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén

Zoofilia - BestialityPorn - DogFuckПриглашаем на Порноболт за русским порноalbaneza - xnnx - rwdtube