if ( function_exists( 'wp_body_open' ) ) { wp_body_open(); } ?>
Marcin Zwierzchowski

Kulturalny Człowiek

xnxxvlxx xnxxxarab www.xnxxbro.com www.xnxxpapa.com

„Dar anomalii. Księga I” – recenzja debiutu fatasy

Powieść „Dar anomalii. Księga 1” to debiut autorstwa Pawła Zbroszczyka. I że to debiut, czuć mocno.

„Dar anomalii” to historia bez struktury, tematu, po prawdzie bez wątku przewodniego, bez oznak panowania nad tempem. Bez planu. To napisana poprawnie sekwencja zdarzeń, które przytrafią się głównemu bohaterowi (w zasadzie dwóm głównym bohaterom), zaczynając od chyba obowiązkowego w fantasy szkolenia w tajnej organizacji, której członkowie noszą kaptury. Oraz od kreacji magicznego świata, zamieszkanego przez nie-ludzką rasę. Nie obyło się również bez opracowania autorskiego systemu magicznego.

Znowu, mam problem z określeniem, o czym jest ta książka, jako całość. Wprawdzie autor sygnalizuje wątek przewodni, związany z tajemniczymi Bezsennymi, ale przez większość książki nie ma on żadnego znaczenia. Fabuła sprawia wrażenie, jakby autor miał problemy z utrzymaniem uwagi i szybko zapalał się do kolejnych rzeczy. Na początku interesowała go eksploracja nie-ludzkiego świata i sekwencja Prób, którym poddawany jest bohater. Z kolei bohater-człowiek przechodził swoje szkolenie. Wszystkie rozwinięte tam wątki i relacje są jednak porzucane, bohaterowie przenoszą się gdzieś indziej, jest wprowadzane coś nowego, a potem kolejna zmiana, nowa grupa bohaterów, tym razem w podziemnym mieście – nowe relacje, nowi wrogowie. I potem znowu zmiana układu, misja poboczna, aż w końcu finał, wprowadzający kolejną nową postać. Przy okazji też w finale autor przypomina sobie o wątku głównym, więc dorzuca zbieg okoliczności, dzięki któremu na przestrzeni jednej sceny bohater uzyskuje informacje, które pozwalają mu pchnąć wątek do przodu i otworzyć fabułę na kolejny tom.

To nie jest historia z wprowadzeniem, z budowaniem opowieści, z wyraźnym finałem czy choćby antagonistą. Rzeczy się po prostu dzieją, idziemy od lokacji do lokacji, każdorazowo zatrzymując się i eksplorując, aż w końcu pod nogi bohaterów rzucone zostaje ważne info i tak kończy się ten tom.

Zbroszczyk jako pisarz ewidentnie najlepiej bawi się, gdy tworzy, gdy opisuje inne rasy, miejsca, zwyczaje, stworzenia, magię. Wciąga go światotwórstwo. Problem w tym, że fabuła pełni rolę służalczą względem tych zapędów, więc bohaterowie przemieszczają się z miejsca do miejsca, gdzie wszystkie relacje są resetowane, autor znowu może budować coś nowego i opisywać nowowprowadzone postacie… a potem szybko idzie dalej. Osobiście też nie znajduję wielkiej wartości w samym wymyślaniu systemu magii czy opisie nowej rasy – to naprawdę nic imponującego, bo też w swoich kreacjach autor raczej ślizga się po powierzchni, opisuje wycinki, po czym zmienia lokację i temat i w sumie nie ma szansy stwierdzić, czy to wszystko miało jakąś znaczącą skalę.

Miałem wrażenie, że w „Darze anomalii. Księdze I” fabułę do przodu pchają zbiegi okoliczności i impulsy bohaterów, a kolejne rozdziały niewiele mają wspólnego z wątkiem głównym, a po prostu rzucają bohaterów to tu, to tam, dając autorowi wymówkę do opisu nowego świata, dziwnego społeczeństwa, czy krainy chronionej mocą trzęsień ziemi. Trudno też powiedzieć, żeby główni bohaterowie byli szczególnie zajmujący – Bren niczym liść na wietrze rzucany jest w tę i we w tę i głównie kombinuje, jak wyjść z opałów, a choć Leba z początku faktycznie jest ciekawy, ma jakieś ambicje, emocje, plany, coś poświęca, podejmuje trudne wybory, to z czasem zostaje bardzo, bardzo zredukowany.

Debiut Pawła Zbroszczyka to książka wydana zbyt wcześnie. To wprawka, która musiała powstać, by autor nauczył się jak nie prowadzić opowieści i czego mu jeszcze brakuje. Tego typu teksty leżą w szufladach większości autorów i autorek – i tam powinny pozostać. Zbroszczyk popełnia też powszechny błąd osób młodych piórem, a więc zakłada, że jeżeli nazwie jakąś postać i rzuci ją z miejsca w wir wydarzeń, to będziemy przejmować się jej losem. Nie buduje więc fundamentów charakteru, nie pokazuje nam ani jednego momentu normalności, uczuć, z którymi możemy się utożsamić, które możemy zrozumieć – zamiast tego od razu są mistyczne rytuały i próby albo szkolenia w tajnych organizacjach. Bohater, którego widzimy tylko jako bohatera opowieści, to kukła. Żeby się nim przejmować, musimy wiedzieć, co kocha, co go napędza w życiu, czego nie lubi, co go drażni, za czym tęskni, i tak dalej. Bez tego bohaterowie pozostają dla nas obcy, a więc nam obojętni.

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2024 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén

Zoofilia - BestialityPorn - DogFuckПриглашаем на Порноболт за русским порноalbaneza - xnnx - rwdtube