if ( function_exists( 'wp_body_open' ) ) { wp_body_open(); } ?>
Marcin Zwierzchowski

Kulturalny Człowiek

xnxxvlxx xnxxxarab www.xnxxbro.com www.xnxxpapa.com

Król… powieści obyczajowej, czyli nowy Stephen King

Choć Stephen King nazywany jest Królem Horroru czy Mistrzem Grozy, od lat jego nowe historie, nawet jeżeli technicznie rzecz biorąc są horrorami, to są nimi niejako przy okazji. Tak naprawdę autor skupia się na wątkach obyczajowych i politycznych, a elementy nadprzyrodzone są albo punktami wyjścia, albo dodatkami, które de facto można by usunąć. To nie wada, tylko diagnoza. Przykładem „Outsider”, którego pierwsze trzy czwarte sprawdzają się jako wyjątkowo udany kryminał, a przy okazji opowieść o linczu w małej społeczności.

To też oczywiście w prozie Amerykanina nic nowego, bo w zasadzie od zawsze jakość jego historii opierała się na tym, że z jednej strony potrafił nieźle nastraszyć, z drugiej był świetnym gawędziarzem, snującym opowieści o zwykłych ludziach z małych miasteczek, w które czytelnicy angażowali się nie mniej, niż w wątki fantastyczne. Tak było choćby z „Dallas ‘63”, w którym to całe podróżowanie w czasie i ratowanie Kennedy’ego było w cieniu refleksji nad Stanami przełomu lat 50. i 60.

„Uniesienie” to podobny przypadek. Punktem wyjścia jest element nadprzyrodzony – główny bohater zaczyna tracić na wadze, co dzieje się jednak nie dlatego, że ubywa mu ciała, ale po prostu staje się coraz lżejszy. I co ważne, to zjawisko wpływa również na wszystko, czego Scott dotknie, więc nawet gdyby stał na wadze z dwudziestokilowym odważnikiem, ta by nie drgnęła. Pulsem mikropowieści jest więc odliczanie dni do „Godziny Zero”, kiedy to spadająca regularnie waga bohatera nie będzie mogła już dłużej spadać.

Dokładniejszym byłoby jednak stwierdzenie, że w teorii to właśnie jest pulsem tej historii. Bo King w zasadzie mógłby sobie darować cały ten wątek z „człowiekiem-balonikiem”, skoro i tak chciał po prostu napisać o małym miasteczku (Castle Rock), tolerancji i Ameryce za prezydentury Trumpa. „Uniesienie” to historia Scotta i jego sąsiadek, małżeństwa lesbijek, które nie zostają dobrze przyjęte w społeczności. To opowieść o ocenianiu ludzi za to, jakimi są, a nie z powodu ich preferencji seksualnych. I co najciekawsze – to też dobre spojrzenie na to, jak nietolerancja może wykształcać w jej ofiarach mechanizmy obronne, które tym bardziej zamykają je na świat.

Jako opowieść fantastyczna „Uniesienie” jest nijakie. Ot, King wziął pomysł z półki oczywistych, czyli „A co by było gdyby grawitacja zaczęła stopniowo przestawać oddziaływać na kogoś?”, a potem poprowadził tę historię sprawnie i płynnie do końca, bo też jego ogromne doświadczenie pozwala mu bez trudu i bez bólu udźwignąć takie „gdybanie”. Ani w tym wątku nie ma niczego zaskakującego, ani nie kończy się jakoś ekscytująco, no tyle, że jest i stanowi jeden z tematów historii.

Kluczową w „Uniesieniu” jest relacja Scotta z Deirdre, opowieść o tym, jak on z jednej strony chce skłonić miasto do otworzenia się na nowe mieszkanki, a z drugiej zyskać sympatię kobiet, w imię bycia dobrym sąsiadem, podczas gdy ona stawia przed nim kolejne mury, pozostając ślepą na jego dobre intencje. Stephen King mistrzowsko przedstawił tu zarówno te oczywiste skutki nietolerancji, jak i te zmieniające ofiary, czyniące je bardziej nieufnymi i wręcz agresywnymi w bronieniu siebie.

„Uniesienie” to krótka i nieszczególnie oryginalna historia. Ot, opowiastka do przeczytania w jeden wieczór. Na wyższy poziom wnosi ją talent Kinga do zajmującego snucia opowieści o czymkolwiek, oraz do kreowania niesamowicie żywych, skomplikowanych i sympatycznych bohaterów. Bo tak jak miałem gdzieś ten cały ambaras z traceniem na wadze, tak mam ogromny niedosyt tego, jak mało scen ze Scottem i Deirdre dostaliśmy.

Next Post

Previous Post

© 2026 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén

Zoofilia - BestialityPorn - DogFuckПриглашаем на Порноболт за русским порноalbaneza - xnnx - rwdtube