Jeszcze niedawno nie było w Polsce ani Netflixa, ani Amazona, a dziś mamy klęskę urodzaju. Oferta jest aż nadto obszerna, żeby zwykły śmiertelnik z ograniczoną ilością czasu oglądał wszystko na bieżąco – a przynajmniej to, co uważa się za „must see”. Jaki ma wybór?
HBO GO
Po latach oczekiwań i utyskiwań widzów serwis VOD został „uwolniony”, co oznacza, że aby wykupić dostęp, nie trzeba już mieć pakietu telewizji HBO. Poza tym HBO GO poprawiło ostatnio stronę i aplikację. Wreszcie. Do niedawna serwis słabo działał z Chromecastem, czyli popularnym urządzeniem pozwalającym przesyłać sygnał VOD z komputera czy smartfona na telewizor.
Największą zaletą HBO GO pozostają oryginalne produkcje. Nie powstaje ich dużo, ale liczy się jakość. Kupując HBO GO, otrzymujemy m.in. „Grę o tron”, „Rzym”, „Prawo ulicy”, „Detektywa”, „The Newsroom”, program Johna Olivera, film „Fahrenheit 451” albo świetne dokumenty o Stevenie Spielbergu czy Robinie Williamsie. Przed nami miesiące oglądania.
Zapewne w liczbach bezwzględnych Netflix czy Amazon pobijają HBO, ale to nadal dom „Rodziny Soprano” i „Doliny Krzemowej”. Spod ręki HBO wychodzą najlepsze seriale. A poza wszystkim to tutaj najszybciej znajdziemy najnowsze głośne premiery kinowe – bo HBO to telewizja premium, regularnie wzbogacająca o nie swoją ofertę. Problem w tym, że oferta ta często fluktuuje. Takie filmy jak „Ghost in the Shell” czy „Blade Runner 2049” mamy do dyspozycji przez kilka miesięcy, potem zastępują je inne.
Wybrane nowe, ciekawe produkcje: „Ostre przedmioty”, „Castle Rock”, „Who is America?”, „Odpowiednik”.
Miesięczna opłata: 29,99 zł. Ograniczenie do czterech urządzeń.